Tak trochę z opóźnieniem, ale mniejsza z tym :). Dzień swoich urodzin rozpoczęłam od dłuuuugiego pluskania się w naszej boskiej łazience :). W wannie obłożonej otoczakami, z tealightami w otoczakowych świecznikach, odpływając wyobraźnią w kafelkowy obrazek i napawając się zapachem wielkiej, musującej, cytrynowo-rozmarynowej kuli do kąpieli… ACH! ^^ Tyle powiem. Nie ma jak dobry początek dnia.


W łazience ciągle brakuje kilku drozbiazgów, ale w zasadzie jest skończona. Potrzebujemy jeszcze tylko (wciąż) ładnego dozownika do mydła i plafonu na sufit. W zasadzie jedno i drugie mam już wybrane, ale po prostu ostatnio wpadłam na genialny pomysł wsadzenia wszystkiego co mam na półroczną lokatę i zrobiło mi się, że tak powiem, przyciasno finansowo ;). Z tego też powodu ogólnie zakupy przystopowały, ale powinnam sobie kupić jak najszybciej rozkładany stół do prowadzenia warsztatów i rozkładany fotel do kąta czytelniczego. Aha i krzesło do pracowni, bo pracuję na totalnie niestabilnym, rozkładanym taborecie… No ale przynajmniej mam teraz motywację do roboty, żeby odrobić się na bieżąco. Tak mnie to zmotywowało, że aż doprowadziłam do spełnienia jednego ze swoich ostatnich planów noworocznych – zaczynam uczyć za granicą ^^. Pierwsze przystanki to Edynburg i Whitby.

No, a poza tym to mam coraz to nowe roślinki. Poza paprotką „dorobiłam się także fikusa tępego o kuszących kształtach, żółto kwitnącej kalanchoe i szlumbergery, której niestety nie ma na zdjęciach ( a tą akurat dostałam od babci :) ).
Poniżej fikus i kalanchoe z moimi cudnymi brzozowymi zasłonami i zielonymi firankami ;).

A tu rzut oka na mój warsztat :)

I tyle na dziś :).